|
Kobieca rozkosz
|
|
|
Jesteśmy bardzo bogate, i to bogatsze od mężczyzn, bo spełnienie seksualne możemy przeżywać na wiele sposobów. Jednak kobiecy orgazm, choć tak wspaniały w swojej istocie, przysparza nie tylko mężczyznom, ale i naukowcom sporo problemu. Ci drudzy bowiem poddają w wątpliwość istnienie punktu G.
|

Najczęstszym typem orgazmu występującego u kobiet jest orgazm łechtaczkowy. Najczęstszy, ale i najbardziej prymitywny – jak twierdzi część seksuologów. Ich zdaniem znacznie bardziej intensywny, bo dający możliwość przeżywania dłuższego uniesienia, jest orgazm pochwowy, a do jeszcze wyższej szkoły jazdy zaliczają orgazm poprzez stymulację punktu G.
Ten słynny punkt Gräfenberga znajduje się na przedniej ścianie pochwy i pobudza się go palcem. Naukowcy na podstawie przeprowadzonych badań u jedno i dwujajowych bliźniaczek doszli jednak do wniosku, że punkt G niekoniecznie istnieje. Teorię tę potwierdził fakt, że bliźniaczki jednojajowe, mające te same geny, różniły się w posiadaniu przedmiotu dyskusji.
Przychodzi na myśl pytanie, czy w ogóle można mówić o posiadaniu punktu G, tak jak o posiadaniu ręki czy nogi, czy jest to raczej sprawa indywidualna, polegająca na takim otwarciu się kobiety, aby za pomocą odpowiedniej stymulacji opisywanego miejsca mogła osiągnąć orgazm. Bo to trochę tak, jak ze strefami erogennymi.
Kobiece piersi uważane są za jedną z najważniejszych stref erogennych, a tymczasem niektórym paniom nie sprawia przyjemności stymulacja sutków, i wcale nie zależy to od umiejętności poruszania się w tym obszarze przez partnera.
Mężczyźni też lubią wiedzieć, czy miałyśmy orgazm, i to w dodatku, jaki. W dobie dyskusji o wyższości jednych orgazmów nad drugimi, dla partnera nierzadko ważny staje się fakt, jakiego typu rozkoszą nas obdarzył. Pamiętajmy, że mężczyźni są zdobywcami i nie lubią zadowalać się byle czym. Jeśli więc partner usilnie stara się o rozwojowość naszych orgazmów, dajmy mu szansę. I sobie także.
Nie załamujmy się jednak, jeśli nie osiągamy tych bardziej udoskonalonych rozkoszy. Najważniejsze w seksie jest poczucie spełnienia, obojętnie, jakimi ścieżkami do niego dochodzimy.
Orgazm analny wcale nie jest gorszy od łechtaczkowego, a sutkowy od orgazmu wywołanego pobudzaniem cewki moczowej. Warto jednak pokusić się czasem o spróbowanie czegoś nowego. Może się bowiem okazać, że zapomniana lub wcale nieodwiedzana strefa naszego ciała jest bogactwem, które po odkryciu nie tylko nas zaskoczy, ale i trwale uszczęśliwi.
|
|
--- Magda Wieteska ---
|
|
|
Tagi: orgazm, orgazm analny, piersi, przyjemność z seksu, punkt G, rozkosz, seks, strefy erogenne, związek |
|
Podobne artykuły:
|
|
W pogoni za orgazmem
Udawany orgazm
Sformalizowany sponsoring
Grecka miłość
Zabójcy kobiecego pożądania
Fellatio – robimy, bo musimy?
Czy stały związek musi być nudny?
Co pociąga facetów?
Bezpieczny romans
Wieczorową porą
|