|

Walentynki, przez jednych uwielbiane, przez innych wykpiwane, niewątpliwie wielu nastrajają romantycznie. Na dworze zima, za to w sercu żar, potęgowany fizyczną bliskością ukochanej. To także doping dla wszystkich panów, którzy o ślubie myślą, ale wciąż nie mogą się na ten (desperacki) krok zdecydować. W końcu idą dzień przed św. Walentym do jubilera i wpadają w osłupienie na widok ceny. Bo jak to możliwe, że ten sam pierścionek widziany miesiąc temu kosztował o jedną trzecią mniej?? Tak, to niestety, jeden z „uroków” walentynkowych zakupów. Bo o ile można przeboleć dwa złote więcej za czekoladowe serce, o tyle trudniej kilkaset za biżuterię, która po 14 lutego znów wróci do normalnej ceny.
Kolacja, świece, pierścionek
Więc – nie kupować? Wyznać w Walentego gorące uczucia, nie podpierając się „złotym dowodem”? Jeśli nie chcemy być tacy jak wszyscy, lepiej rzeczywiście odczekać. Ale są przecież i takie panny, które do walentynek nic nie mają, a wręcz przeciwnie – zaręczynowy pierścionek wręczony podczas kolacji przy świecach w eleganckim lokalu, uczyni je najszczęśliwszymi osobami pod słońcem. Jeśli wiedzą to panowie o swojej wybrance serca – nie ma zmiłuj i czas odwiedzić jubilerski salon. Żeby jednak nie popłynąć finansowo aż tak mocno, przyda się panom kilka rad.
Oto niektóre z nich.
Z wizytą u jubilera
Po pierwsze, nie mówimy w sklepie, że o zaręczynowy pierścionek chodzi. Dostaniemy bowiem do obejrzenia wszystkie te, na które nas z pewnością nie stać. A jeśli nawet i stać, to sporo przepłacimy. Zaręczynowa biżuteria ma bowiem zupełnie inną cenę, niż biżuteria bezokazyjna. Jak z tego wybrnąć? Wystarczy powiedzieć, że szukamy pierścionka dla żony. I wtedy przecież nikt nie zada nam pytania, czy to o pierścionek zaręczynowy chodzi.
Po drugie, do sklepu przychodzimy już z jako taką orientacją co do rozmiaru palca (serdecznego!) wybranki. W tym celu warto go zawczasu zmierzyć. Nie, nie wprost, bo niespodzianki żadnej nie będzie. Można za to wziąć miarę z pierścionków, które na co dzień narzeczona nosi albo poradzić się (w tajemnicy) jej najbliższej przyjaciółki (matki, siostry, kuzynki, etc).
Lepiej podać zawyżony rozmiar niż o numer za mały. W pierwszym przypadku bowiem bez problemu pierścionek nam zwężą.
Przepych czy prostota?
Jeśli znamy już rozmiar, powinniśmy także poznać gust narzeczonej. Czy lubi biżuterię raczej skromną czy luksusową? Białe złoto czy żółte? Które kamienie preferuje? Niezłym pomysłem jest dobranie kamienia do kamienia odpowiedniego dla jej znaku zodiaku. Chyba, że nasza wybranka wykazuje kompletną ignorancję w kwestii astrologii.
Pierścionka nie wręczamy w pudełku, a broń Boże w torebce. Otwieramy pudełko i wyciągamy go z niego, zadając sakramentalne pytanie, a uzyskawszy odpowiedź twierdzącą, wkładamy pierścionek na palec przyszłej żony.
Można, oczywiście, udać się do jubilera razem z dziewczyną. Tyle, że wtedy pewnej magii zabraknie...

Podoba Ci się artykuł?
Zapisz się do naszego Newslettera a będziesz zawsze na bieżąco z nowościami naszego portalu.
Zapraszamy!

www.magdawieteska.manifo.com
|