|
Programowanie umysłu
|
|
|
Czy decyzje, które podejmujemy jako ludzie dorośli, są do końca naszymi własnymi wyborami? Na ile świadomie ich dokonujemy?
|

Fot. Katarzyna Piwecka FOTOGRAFIA RODZINNA Poznań
http://www.katarzynapiwecka.pl/
Większość z czytających zastanawia się teraz: o co chodzi? No chyba normalne, że jak podejmuję jakąś decyzję, to chyba nie sterują moim umysłem i wolą żądne nadprzyrodzone siły czy obcy z innej planety. To JA wiem, czego chcę i zgodnie z tym podejmuję decyzję.
Mało kto jednak zdaje sobie sprawę z tego, że jednak na sposób myślenia, ba, na nasz światopogląd ma ogromny wpływ programowanie naszego umysłu, które miało miejsce przez długie lata dzieciństwa.
Na to jak postrzegamy dziś świat wokół nas i zależności, jakie w nim zachodzą, składa się wiele czynników, na które nie mieliśmy wpływu, będąc dzieckiem.
Mam tu na myśli głównie środowisko rodzinne, potem szkolne, na koniec grono znajomych i przyjaciół, jakich sami wybraliśmy. A wszystkie te zależności ukształtowały nasze podejście do SUKCESU. Naszą determinację, żeby ów sukces osiągnąć, jak również to, co tak naprawdę znaczy dla nas samo pojęcie SUKCES.
Najlepiej to przedstawię, posługując się konkretnymi przykładami.
Oto pierwszy:
Lata 70-te, czasy „kwitnącego” socjalizmu. Zwykła rodzina: żona, mąż, dziecko, może dwoje. Ona po wykorzystanych urlopach macierzyńskich i wychowawczych wraca do pracy, pracy na etacie, najlepiej blisko domu, żeby po ośmiu godzinach swojej zmiany szybko jeszcze zrobić zakupy, przygotować obiad. On – też pracuje, na etacie, w państwowej firmie. Musi co prawda dojeżdżać, ale co tam, ważne, że ma stałą pracę, posadę, której nie odda za nic. Dziecko standardowo chodzi do szkoły, do której „przynależy terytorialnie”.
Ich budżet rodzinny, miesięczny to: jego pensja plus jej pensja – obie dziecinnie proste do przewidzenia, bo stałe. Od tego odejmujemy kwoty opłat miesięcznych, przewidujemy małą rezerwę na „czarną godzinę” i zostaje minimum na zwykłe życie, czyli ogólnie żywność, chemię gospodarczą, lody w niedzielę na rynku itp.
Nagła propozycja...
Pewnego dnia w domu z wizytą zjawia się stary, dobry znajomy, żeby nie rzec przyjaciel rodziny. Zjawia się z propozycją stworzenia spółki, założenia firmy, usługowej. Potrzeba tylko wziąć kredyt na zaopatrzenie się w potrzebne maszyny i działamy. Miejsce jest, u niego w domku gospodarczym. Obaj są fachowcami w swojej dziedzinie, dobrymi fachowcami. Zapotrzebowanie na rynku na ich usługi też jest. Nic, tylko działać! Oczywiście takich decyzji nie podejmuje się na pniu, problem trzeba przedyskutować z żoną, przespać...
Znajomy to rozumie i szanuje, umawiają się na spotkanie za kilka dni.
W domu rozpoczyna się zażarta dyskusja:
- To całkiem dobry pomysł. - mówi mąż ze wzrokiem utkwionym gdzieś w dal, jakby widział już w wyobraźni przyszłość.
- Ty się zastanów lepiej porządnie, na co się porywasz. - odpowiada żona, z miną co najmniej zatroskaną.
- Ty wiesz, jakie to niepewne z tym kredytem? A z czego go spłacisz jak się wam nie uda? Z mojej wypłaty? Na pewno nie! - kontynuuje.
- Ale czego się bać? Ludzie szukają speców w moim fachu, robota będzie, to i pieniądze też. - broni swojej mglistej wizji mąż.
Następnego dnia dyskusja przeradza się w potężną walkę światów. On jeszcze próbuje przekonywać sam siebie, że to przedsięwzięcie jest dobre, że się uda. Ona wytacza argumenty wg niej nie do podważenia:
- Państwowa posada, to poczucie bezpieczeństwa, stałe wynagrodzenie, niezależnie od wszystkiego, to pewna emerytura. Czy jesteś w stanie zagwarantować mi, ze za kilka lat też będzie zapotrzebowanie na te wasze usługi? A co jak inflacja jeszcze wzrośnie i zmieni się oprocentowanie kredytu? Ty mnie chcesz wpędzić do grobu! Ten cały biznes może się po prostu nie udać!
On coraz bardziej się boi. Jej argumenty stają się takie przekonujące. W końcu daje za wygraną.
I żyją sobie dalej spokojnie, skromnie, kupując nowe meble na raty, ale raty spłacane ze stałej pensji, raty przewidziane w budżecie. Potem przychodzi czas na zakup samochodu – ona odłożyła na tą „czarną godzinę” całkiem fajną sumkę, resztę spłacą w ratach, bo meble już spłacili. Potem kolejno remont łazienki, kuchni, etc, etc...
Po dwudziestu latach mają własnościowe mieszkanie w bloku, ładne meble, ona ma emeryturę, on nadal pracuje, zmienili już nawet trzeci raz samochód, bo ona jest oszczędna i mają „stały dochód”.
Jak myślicie, czy ich dziecko, dziś już dorosłe, kieruje własną firmą? Czy ruszy odważnie w świat z przebojowym pomysłem na własny biznes?
Nawet gdyby się wyrwał z tym pomysłem, to czy podejmie ryzyko? Czy znajdzie wsparcie u najbliższych?
Nie, ono raczej wraca zmęczone z pracy, na etacie, ze stałym dochodem, tyle, że nieporównywalnie w innych proporcjach jest ten dochód do wydatków dnia codziennego w porównaniu z czasami, gdy ze „stałej pensji” żyli jego rodzice.
I co robi? A no ogląda mecz w TV, albo serial jakiś, czasem wyjdzie z kumplami na piwo i wszędzie, gdzie się tylko da – NARZEKA I MARUDZI! Jaki to świat okrutny, życie drogie, praca ciężka, i tak licho płacą, wczasy znowu są poza jego zasięgiem, i … Znacie takich ludzi, żyją obok nas, mijamy ich codziennie.
Krótko inny przykład, a w zasadzie pytanie:
Czy dziecko przedsiębiorcy, który sam decydował o własnym biznesie, budował firmę, ponosił być może porażki, ale robił co tylko się dało, żeby z nich wyjść, i wychodził, a dziś jego firma nadal prosperuje, czy dziecko tego przedsiębiorcy będzie jako dorosły człowiek pracować przez 8 albo i więcej godzin na „etacie”? Czy może raczej będzie doradzać ojcu, jak inwestować na dzisiejszym rynku, szukać nowych rozwiązań, wdrażać nowe pomysły i przekonywać ojca, że jednak konieczne jest, żeby trochę z innej perspektywy spojrzał na świat i pozwolił działać jemu?
Czyja decyzja? I czy na pewno nasza?
Czy zatem decyzja dziecka z pierwszego przykładu, decyzja, która podjęta została po przemyśleniu sprawy, decyzja o tym, że nie wejdzie w biznes, jaki jemu dziś zaproponuje jego kumpel, czy ta decyzja będzie tak naprawdę jego? A tok myślenia, jaki poprzedzi tą decyzję, czy będzie wolny od „programowania”? Odpowiedź nasuwa się sama.
Nasza wiadomość
Ważne jednak jest, czy mamy świadomość tego, jak nasze najbliższe środowisko z czasów dzieciństwa wpłynęło na nasze myślenie, na nasz stosunek do osiągnięcia sukcesu, na nasze wyobrażenie czym dla nas jest SUKCES. Wreszcie na to, jakie cele będziemy stawiać przed sobą i jaka będzie nasza determinacja w dążeniu do ich osiągnięcia. Jeżeli będziemy świadomi tych mechanizmów, to już tylko od nas samych będzie zależeć jak pokierujemy swoim myśleniem, czynami, jakie podejmiemy decyzje i czy zdobędziemy się na podjęcie wyzwania, które nosi nazwę RYZYKO.
|
|
--- Aleksandra Danielczyk ---
|
|
|
Tagi: biznes, decyzja, dziecko, inteligencja, odwaga, podejmowanie decyzji, programowanie umysłu, ryzykowne decyzje, sukces, umysł, własny biznes, wychowanie dziecka |
|
Podobne artykuły:
|
|
Jak kształtować inteligencję emocjonalną dziecka?
Rodzic – autorytet, przyjaciel czy wróg?
Moja córka jest chłopczycą
Współuzależnienie matek narkomanów
Dobre i złe sekrety dzieci
Seks do tablicy!
Jak uczyć dzieci samodzielności
Mini-kobietki
To nie ja cię urodziłam
Internet jak narkotyk
|
|