|
Niechciane pamiątki z wakacji
|
|
|
15-letnia Paulina pierwszy raz wyjechała na samodzielne wakacje. Jak mówi jej mama, razem z mężem całkowicie zaufali córce. – Rozmawialiśmy z nią o wszystkich zagrożeniach, które czyhają na nastolatków. Sprawdziliśmy miejsce pobytu Pauliny i mieliśmy z nią telefoniczny kontakt. Poza tym znaliśmy dziewczyny, z którymi pojechała pod namiot. Więc dlaczego to nas spotkało? – pyta zrozpaczona czterdziestolatka.
|

Aby nie zdradzać jeszcze finału historii, czyli odpowiedzi na to, co właściwie spotkało Paulinę, spróbujmy trochę poteoretyzować. Pierwszy samodzielny wyjazd dziecka musi być przede wszystkim decyzją przemyślaną. Nie można godzić się dla świętego spokoju ani pod presją („bo wszyscy jadą, a wy mnie nie chcecie puścić”).
Najważniejszą kwestią jest tu zaufanie, którym darzymy (bądź nie) nastolatka. Jeśli zaufania nie ma lub zostało nadużyte – nie powinno być pozwolenia na samodzielne wakacje. Nawet siedemnastolatek, choć blisko mu do pełnoletniości, nie jest osobą dojrzałą w sensie emocjonalnym. Nie wystarczy, aby zapracował sobie na zgodę rodziców jednorazowym pozytywnym zachowaniem. Odpowiedzialność za jego czyny ponosimy my – rodzice – aż do ukończenia przez dziecko 18 lat (co nie znaczy, że po przekroczeniu magicznej cyfry, młody człowiek jest już dojrzały i ukształtowany...) i musimy być tego świadomi.
Drugą ważną sprawą jest ustalenie wieku – od kiedy pozwalać na samodzielne wyjazdy dziecka? Czy piętnastolatek może pojechać pod namiot z kolegami? Czy może warto poczekać jeszcze rok albo dwa? Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie, bo wszystko zależy od charakteru i usposobienia dziecka. Są młodzi ludzie bardziej odpowiedzialni i ci, którym nawet wiek nie jest w stanie wpoić odpowiedniej porcji dorosłości.
W przypadku, gdy podjęliśmy decyzję na „tak”, pozostaje nam tylko zaufać i wierzyć w rozsądek pociechy. Oczywiście, mamy prawo (i korzystajmy z niego) do wiedzy na temat miejsca pobytu dziecka, znajomości jego kolegów (i ich rodziców) oraz do kontaktów (telefonicznych; można też ustalić termin odwiedzin u syna/córki).
Z opowieści matki Pauliny wydaje się, że o wszystkich zasadach pamiętała. Dlaczego więc dzisiaj przeżywa dramat? Może dlatego, że założyła, że jej 15-letnia córka jest za młoda, aby uprawiać seks? A właśnie to się zdarzyło. I nie jest to wcale odosobniony przypadek, bowiem badania dowodzą, że duża liczba inicjacji seksualnych odbywa się właśnie w wakacje.
Do głowy by mi nie przyszło, że Paulina mogła pójść z kimś do łóżka. Zawsze była dobrą, pilną uczennicą. W szkole ją chwalili nie tylko za naukę, ale i za wzorowe zachowanie. Poza tym przecież nie miała chłopaka – nie może ukryć zaskoczenia matka dziewczyny.
Niestety, możliwość uprawiania seksu nie zależy ani od wyników w nauce, ani od posiadania stałego partnera. Gdyby tak było, z pewnością wielu kujonów oraz singli nigdy nie miałoby życia erotycznego. Wracając do Pauliny, która straciła dziewictwo pod namiotem – stało się i nikt już tego nie zmieni. W czym więc tkwi problem? Opcji jest kilka: dziewczyna mogła złapać chorobę weneryczną, zarazić się HIV, zostać zgwałconą albo zajść w ciążę.
Na pytanie, co byłoby najgorsze, matka Pauliny nie chce odpowiadać. Oni mają swój rodzinny dramat. I nie nam oceniać, czy jest to rzeczywiście sytuacja bez wyjścia i prawdziwa katastrofa.
|
|
--- Magda Wieteska ---
|
|