Strona główna
 


 

     

Portal dla kobiet

Strona główna FORUM Konkursy Album Kontakt
Znajdź firmę Dodaj wizytówkę firmy Szukaj lekarza Dodaj gabinet lek. Dam pracę Szukam pracy Reklama


Męski punkt widzenia
Sposób na Joaśkę
Nigdy nie lubiłem hucznych balów. Moja żona jednak je uwielbiała. Więc co sylwestra musiałem jej towarzyszyć...
Joasia jest bardzo atrakcyjną kobietą. Dlatego z nią jestem – żartuję, chociaż nie do końca, bo uroda też się przecież liczy dla faceta, prawda? Ale z tą urodą Joaśki to często mamy problem. To znaczy – ja mam – bo jej adoracja innych mężczyzn bardzo odpowiada. I zawsze tłumaczy mi, jakbym był jakimś dzieckiem, że nic mi nie ubędzie, jak się jeden z drugim na nią trochę dłużej popatrzą. Cwana bestia – nic mi nie ubędzie – dobre sobie! Ciekawe, jak ona by się zachowała, gdybyśmy zamienili się rolami. No tak, tylko że ja do przystojniaków raczej nie należę...
Ale nie jestem też skończonym idiotą, o czym wam zaraz opowiem.


Nie dla mnie wystawne przyjęcia
Poszliśmy na tego sylwestra. Lokal cały w serpentynach, a stół aż się uginał od żarcia. Wszystko tam było, aż człowieka mogło zemdlić od tego przepychu. Ale nie Joasię, która zaczęła rozpływać się w ochach i achach. Ona lubi takie wystawne przyjęcia...
Trzeba jej przyznać, że wyglądała zjawiskowo. Co prawda, tylko ja wiedziałem, ile zabiegów ją to kosztowało. Ile katorżniczych diet, ile powstrzymywania się od słodyczy, ile zabiegów upiększających twarz i ciało. I to w dodatku za moje ciężko zarobione pieniądze. Chociaż zawsze zżymała się, gdy to na głos mówiłem. – Przecież ja też pracuję – odcinała się. – Tak – odpowiadałem. – Tylko, że za swoją pensję możesz sobie co najwyżej dwie bluzeczki i parę rajstop kupić – dodawałem nie bez złośliwości.


Wystrojona bryluje na parkiecie
No dobra, zarabiam sporo i skąpcem nie jestem, choć czasem mnie trafia, jak widzę z jaką częstotliwością moja żona dokonuje zakupów. I te ceny! Ostatnio zapytałem ją, czym się różni sukienka za osiemdziesiąt złotych od tej trzy razy droższej. Kiedy zaczęła mi wyliczać różnice, z których i tak nic nie rozumiałem, dałem spokój. W końcu swoim wyglądem cieszy także moje oko. I potrafi być naprawdę wdzięczna za każdą nową szmatkę, jeśli wiecie, co mam na myśli. A tygrysica z niej w łóżku naprawdę niezła...
Ale do rzeczy. Jesteśmy na tym sylwku, paru znajomych ode mnie z pracy, jest więc o czym pogadać i przynajmniej tak bardzo się nie nudzę. Joaśka jak zwykle tonie w ramionach coraz to nowego amanta. Mnie tam do tańca nie ciągnie, nie umiem i nie lubię, więc się zanadto na te jej wygibasy na parkiecie nie buntuję. W końcu nie po to tak się wystroiła, żeby siedzieć tylko za stołem.


Zalotnie się śmieje, potrząsa włosami...
W pewnym momencie widzę jednak, że już trzeci raz pod rząd tańczy z tym samym chłoptysiem. Chłoptyś przystojny, taki jak to mówią w stylu metroseksualnym, czyli zadbany, wypieszczony, od starannie przystrzyżonej czupryny aż po buty, będą kosztować z kilka stów co najmniej. Oho, widzę jak jej coś szepcze, ona się śmieje, odrzuca kokieteryjnie do tyłu swoje długie włosy. Nie jest dobrze, myślę, znam ten jej śmiech, przetestowała go na mnie już na naszej pierwszej randce. I jaki był skutek? Ano w dwa miesiące później stanęliśmy przed ołtarzem...
Zaufanie do Joaśki mam. To znaczy w takim stopniu, w jakim można mieć zaufanie do kobiety i to kobiety szczególnie atrakcyjnej. Ona nie poderwie żadnego faceta, ale problem w tym, że to ją bez przerwy podrywają. A asertywność nie jest najmocniejszą stroną mojej żony.


„Może papierosa?”
Więc co robię? Ano dalej nic. Siedzę i obserwuję. A tymczasem jakaś kobitka pyta, czy mam może papierosy. No mam, rzadko palę, ale na co bardziej stresujące imprezy zabieram paczkę marlboro. Pyta, czy ją poczęstuję. No jasne, dlaczego nie, tyle, że musimy w tym celu wyjść na zewnątrz – w lokalu się nie pali.
Na dworze jest mroźno i biało. Całkiem ładnie to wygląda. Dzielę się swoim spostrzeżeniem z nieznajomą, ona mi przytakuje i zaczynamy rozmawiać. Mówi, że przyszła tu z mężem, który jednak od tańców woli rozmowy z kolegami z pracy. To całkiem normalny gość, myślę sobie, ale na głos odpowiadam, że nie wszyscy są stworzeni do tańca. Śmieje się i uśmiech ma naprawdę ładny. Wydaje sie też sympatyczna, choć trudno byłoby ją uznać za piękność. Ale jest miła i fajnie nam się gawędzi.


Taniec z nieznajomą...
Zrobiło się zimno, wyrzucamy niedopałki papierosów i wracamy na salę. Kobitka – ma na imię Magda – prosi mnie do tańca. A niech tam, raz mogę się ugiąć. Najwyżej trochę ją podepcze, o czym z góry uprzedzam. Znów się śmieje w odpowiedzi i za chwilę już wirujemy na parkiecie. Miga mi przed oczami twarz mojej żony. W jej wzroku widzę zdziwienie i coś jakby dezaprobatę. Oho, myślę, trafiła kosa na kamień. Ale nic. Tańczymy, potem wracamy do stołu, gadamy. Mąż Magdy też jest całkiem fajny, znaleźliśmy parę wspólnych tematów. Jak się okazuje, z całego towarzystwa tylko ja i Magda jesteśmy palaczami. Więc znów wędrujemy na dwór.


... i szybki powrót do domu
Kiedy wracamy, przy stole siedzi Joasia. Minę ma nietęgą, jakby coś przeskrobała. Ale prosi mnie na dwór i okazuje się, że to ja zawiniłem, bawiąc się z obcą kobietą. Nie ma jednak czasu na dyskusję, bo już odliczają do toastu. A potem szybciutko wracamy do domu – wyjątkowo i po raz pierwszy w życiu na życzenie mojej ślubnej – gdzie ona sama w jednej chwili zrzuca sukienkę i ciągnie mnie do łóżka.
No no, ale się działo... Zazdrość potrafi mieć jednak wspaniałe oblicze!



Podoba Ci się artykuł?
Zapisz się do naszego Newslettera a będziesz zawsze na bieżąco z nowościami naszego portalu.
Zapraszamy!

--- Jacek ---


Tagi: historia z życia, impreza, męskim okiem, sposób na kobietę, taniec, zabawa, zazdrość, żona
Podobne artykuły:
Baby shower – przyjęcie dla przyszłej mamy Sylwester 2010 – trendy i patenty Babski wieczór Ostrożny facet czy tchórz? Ostatni wieczór „na wolności”. Co zrobić z dziećmi w Sylwestra? Rozważania intelektualisty Sylwester, ale gdzie, z kim i w czym? Szaleństwo Sylwestrowej Nocy Pomysł na żonę
dodaj komentarz
:-)
Jotka  29-12-10 10:30
czytaj komentarz >>

POWRÓT DO PARYŻA
Ciekawostki05-11-13
POWRÓT DO PARYŻA Są takie miejsca, do których powracamy kilka razy w ciągu życia. Są takie osoby, do których zbliżamy się ponownie po wielu latach. Czasami po to, żeby na nowo je odkryć, a czasami po to, żeby utwierdzić się w naszych dotychczasowych odczuciach. A czasem po to, żeby odkryć miłość, z której wcześniej nie zdawaliśmy sobie sprawy, a której nie da się już dłużej zaprzeczać i samego siebie dalej oszukiwać. Paryż – dotychczas dla mnie zbyt oczywisty i zbyt pełny turystów ... Dokładnie 10 lat temu po kilkudniowym zwiedzaniu w sierpniowych upałach powiedziałam „bez szału”. Teraz postanowiłam dać mu drugą szansę i zakochałam się bez pamięci.
czytaj dalej >>

Najczęściej komentowane artykuły

Popularne tematy forum
Popularne tagi

Album
Galeria - crysaliska
Galeria - agusia_83
Galeria - Magdalena
Galeria - Katarzyna Piwecka
Galeria - Kasinek
Galeria - agusia_83
Znajdź firmę


Ostatnio dodane firmy
Znajdź lekarza
Związki Pociechy Dom Zdrowie Praca Abecadło emocji Ciekawostki Męski punkt widzenia Historie z życia wzięte Chwila dla rozrywki
Znajdź firmę Dodaj wizytówkę firmy Szukaj lekarza Dodaj gabinet lek. Dam pracę Szukam pracy Reklama Polityka Prywatności
statystyka Matka Polka w katalogu Gwiazdor Strona nominowana w konkursie stron www - UniqueSite