|
Męski punkt widzenia
|
|
|
Pomysł na żonę
|
|
|
Uwielbiam zakupy z moją żoną. Pomyślicie, że albo jestem nienormalny albo moja żona typową kobietą nie jest. Dwukrotnie zaprzeczę, bo ja należę do grupy facetów, którzy nie rozróżniają manikiuru od pedikiuru, a z kolei ślubna nie wyjdzie z domu bez pełnego makijażu. W czym więc tkwi nasz fenomen?
|
Na początku było jak we wszystkich małżeństwach: żona zarządzała, że idziemy na zakupy i szliśmy. Łudziłem się, że potrwa to godzinę, dwie. Niestety, jak zaszliśmy wczesnym popołudniem, tak ze sklepów wychodziliśmy, gdy się ściemniało. I nie mówię tu wcale o zimie, gdy zmierzcha już po 16-tej.
Żebym choć miał z tego jakąś przyjemność! Może, gdybym umiał znaleźć frajdę w grzebaniu w koszach z ciuchami, wypatrywaniu wyprzedaży i rzucaniu się na futrynę w celu jak najszybszego zdobycia upragnionego towaru, czułbym się bliżej żony. Ale niestety, jestem typowym facetem, którego zakupy zwyczajnie nużą, męczą i irytują.
W dodatku na pytanie ślubnej jak w danym ciuchu wygląda, nie potrafiłem powiedzieć nic odkrywczego. Szybko okazało się, że odpowiedź: „Ślicznie wyglądasz, kochanie” nie jest tą, której pragnie moja luba. – Ślicznie? – syczała wtedy, okręcając się w przymierzanym ubraniu na wszystkie strony. – Ja i róż? Czyś ty zwariował, Marek?!
Wycofywałem się wtedy rakiem, sądząc, że po takiej wpadce będę już zwolniony z obowiązku oceny. Jednak nic z tego – żona nadal rościła sobie prawa, abym to ja był jej naczelnym stylistą.
Nie będę drobiazgowo opisywał wszystkich naszych kłótni w marketach. Ani dla mnie to miłe wspomnienie, ani dla czytelników ciekawa lektura.
Zapytacie, czy choć raz próbowałem ominąć zaszczyt towarzyszenia ślubnej w zakupach. A jakże – tylko, że ślubna szybko wyprowadziła mnie z błędu. – Jak nie z tobą, to będę chodzić z kimś innym – i już dalej nie musiała rozwijać.
Moja żona jest niezwykle atrakcyjną kobietą. Mało który facet nie obejrzy się za nią na ulicy. Wolałem więc nie ryzykować, aby nie znalazła sobie innego stylisty. I wtedy wpadłem na pewien pomysł. Ryzykowny, nie powiem. Ale i genialny w swej prostocie.
„A dla mnie i dla Zosi?”
Oboje nieźle zarabiamy, choć nie są to żadne kokosy. Spłacamy zresztą kredyt mieszkaniowy, raty za auto, a pozalekcyjne zajęcia naszej jedynaczki też trochę kosztują. Ja dotychczas zadawalałem się tym, co żona mi kupowała. Ma niezły gust, a ja typową sylwetkę faceta po trzydziestce. Oczywiście, wiedziałem, że moje ubrania razem z ubraniami naszej córki razem wzięte, nie kosztują tyle, co ciuszki żony. I tu tkwił haczyk.
Kochanie, a ja? A Zosia? Pomyślałaś o nas? – spytałem pewnego wieczoru, gdy po czterech godzinach szukania bluzki („nie za jasnej, nie za ciemnej, niezbyt wyzywającej, ale też nie jak dla pensjonarki, z dekoltem w serek, w łódeczkę albo może z tyłu, może byś mi w końcu doradził jak lepiej?!”) żona szorowała do kasy. Moje z pozoru niewinne pytanie na początku pominęła milczeniem. Wiedziałem dlaczego. W myślach już ubierała tę bluzeczkę i patrzyła na zielone z zazdrości koleżanki z pracy.
- Więc jak, kochanie? Co będzie ze mną i z Zosią? Przecież my też nie mamy się w co ubrać – ponowiłem.
- Jak to? – wyjąkała. – Przecież niczego wam nie brakuje.
- Jeśli uważasz, że nam nie należą się żadne nowe rzeczy... – powiedziałem, cedząc słowa.
- Ale... ale jak wam coś kupię, to nie starczy dla mnie! – wyrwało się jej w końcu i zaraz przykryła usta ręką. Zrozumiała, że przesadziła.
- Ok, rozumiem. Ale na przyszły raz zrobimy tak: jedna rzecz dla ciebie, jedna rzecz dla mnie i jedna dla Zosi. Wiesz, żeby było sprawiedliwie – dodałem.
Pokiwała twierdząco głową. Pakunek z bluzeczką niosła tym razem do auta samodzielnie. Bała się, że jej zabiorę?
W kolejny weekend już ubierałam buty, gdy ślubna cichym głosem zapytała, czy nie mogłaby iść sama na zakupy.
- A kto ci będzie doradzał, kochanie? – spytałem z udawaną troską.
- No... nikt, jakoś sobie poradzę – odparła, całując mnie w czubek głowy.
Zniknęła na dobrych parę godzin, podczas których po raz pierwszy od kilku lat miałem okazję spokojnie pooglądać mecz. Zosia była u dziadków, a ja przy piwku relaksowałem się przed telewizorem.
Naprawdę, uwielbiam zakupy z moją żoną.

Podoba Ci się artykuł?
Zapisz się do naszego Newslettera a będziesz zawsze na bieżąco z nowościami naszego portalu.
Zapraszamy!

|
|
--- Marek ---
|
|
|
Tagi: anegdota, męskim okiem, na wesoło, sposób na kobietę, sposób na żonę, zakupy z kobietą, zakupy z żoną |
|
Podobne artykuły:
|
|
Kobiety kochają zakupy
A żeniłem się z kobietą mądrą i rozsądną...
Mężczyzna z klasą i kasą
Sposób na Joaśkę
„Koszmarki” z wakacji
Dylematy męża doskonałej żony
Zrób to sam!
Moja żona chce rozwodu
Męski facet – modny facet
Kryzys wieku średniego
|
|
|
|
|
|
|
|
|
Alicja 21-09-10 07:16
|
| Dobre! Widać, że facetowi nie brakuje poczucia humoru. I sprytu. A zona tak się dała nabrać:):) |
|
czytaj komentarz >>
|
|
|
|
|
taka girl 11-01-11 11:00
|
| Pomysł niczego sobie:-) |
|
czytaj komentarz >>
|
|
|
|
|
Przepowiednie na 2012 rok
Ciekawostki28-12-11
|
|
Według kalendarza Majów 21 grudnia 2012 roku będzie ostatnim dniem życia na Ziemi. Proroctwa Oriona głoszą natomiast, że właśnie tego dnia rozpocznie się era kataklizmów, która może doprowadzić ludzkość do zagłady. Nasz rodzimy jasnowidz, Krzysztof Jackowski, choć końca świata nie przewiduje, to jednak również nie ma dla nas dobrych wieści...
|
|
czytaj dalej >>
|
|
|
|
|
| Najczęściej komentowane artykuły |
|
|
|
|