|

Niestety, natura nie obdarzyła mnie urodą. Ani żadnymi innymi talentami. Jedyne, co umiałam, to pisać. Za bardzo jednak byłam nieśmiała, aby pisać na poważnie. Zresztą, moja edukacja skończyła się na maturze, po której od razu poszłam do pracy. Przez całe swoje dzieciństwo słyszałam, że jestem pasożytem. Matka piła, ojciec pił, rodzeństwo piło albo pić zamierzało. Nie chciałam tak żyć, chciałam jak najszybciej się usamodzielnić i zniknąć z tego piekła. Zaczepiłam się w przetwórni tworzyw sztucznych. Myślałam, że tylko na chwilę, ale zostałam tam na całych dziesięć lat. Nie założyłam rodziny. Faceci nie lgnęli do mnie, a ja się za bardzo bałam zranienia i kompromitacji, żeby wykazywać w tej kwestii inicjatywę. Zresztą, dwa niedługie związki, w których byłam, szybko się rozpadły, a faceci znaleźli sobie inne dziewczyny. Ładniejsze, zgrabniejsze i pewnie mądrzejsze ode mnie.
Zafascynowały mnie blogi
Lubiłam czytać i pisać. Już jako dziewczynka prowadziłam pamiętnik. Pewnego dnia znalazł go starszy brat i zaczął czytać przy swoich kumplach. Śmiali się ze mnie, a ja się czułam, jakbym miała zaraz umrzeć. Od tamtej pory przestałam pisać, powróciłam do pisania dopiero, kiedy zamieszkałam oddzielnie. Oszczędzałam rok na komputer. W końcu mi się udało i miałam dostęp do całego świata. Zafascynowała mnie idea blogów. W końcu mogłam anonimowo wypuszczać swoje myśli w świat. Nie pisałam o czymś szczególnym. O sobie, swoich pragnieniach, obrazkach z codzienności. Szybko jednak okazało się, że jestem czytana i to przez sporą liczbę ludzi. Myślałam, że może wchodzą tu przez pomyłkę albo przypadek jakiś. Tak, tak bardzo byłam zakompleksiona i bez najmniejszej wiary w siebie... W końcu ośmieliłam się na tyle, że zaczęłam odpowiadać na komentarze. Czytelnicy prosili mnie o kolejne wpisy, pytali co u mnie, niektórzy chcieli znać więcej szczegółów z mojego życia. Każdy dzień zaczynałam od sprawdzenia, co się dzieje na moim blogu. Każdy dzień starałam się kończyć wpisem. Blogowanie pochłonęło mnie do tego stopnia, że odrzucałam wszelkie propozycje spotkań w realnym świecie. Nieważne było to, co na zewnątrz, bo ja tu, na blogu, miałam swój własny świat, grono znajomych, przyjaciół nawet.
Ale tu też byłam całkiem sama
A kiedy powaliła mnie okropna grypa i przez tydzień nie napisałam nic, okazało się, że wszyscy tu o mnie pamiętają. Słaniając się na nogach, pisałam nowe wiadomości. W końcu jednak padłam, grypa rozwinęła się w zapalenie płuc, a potem straciłam pracę... Było mi bardzo źle. Przez miesiąc nie napisałam ani jednego słowa. Wchodziłam na swój blog, na którym pojawiało się coraz mniej pytań o mnie. Któregoś dnia nie było już żadnego komentarza. Wtedy pojęłam, jak się ma blogowa rzeczywistość do tej prawdziwej. Tu, w internecie nikt ci szklanki wody nie poda. Co najwyżej prześle wirtualny uśmiech, ale w pewnych sytuacjach to człowiekowi nie wystarczy...
.................................
Masz też swoją ciekawą historię? Chcesz nam o niej opowiedzieć? Napisz do nas! org@matkapolka.com.pl
|