|

Wydawać by się mogło, że nie grozi nam żaden zastój. W miastach jak grzyby po deszczu wyrastają nowe galerie handlowe, dyskonty i markety, a Polacy wydają więcej, niż powinni. Na konsumpcję przeznaczamy więcej niż zarabiamy, zaciągając przy okazji kredyty, a na pociechę w razie życiowych niepowodzeń fundujemy sobie nowe ubrania, wizytę u kosmetyczki albo fryzjera. Najbardziej uderzający jest jednak wzrost cen artykułów żywnościowych, paliw i energii. Bywa, że coraz częściej rezygnujemy z tych produktów i usług, które dotąd wydawały nam się niezbędne, a takie artykuły jak papierosy, kawa lub mięso zaczynają być towarami z wyższej półki, które trzeba wydzielać i chować. Tradycyjna polska gościnność w wielu domach staje się wspomnieniem, a naczelną dewizą jest: gość w dom – cukier do szafki!
Polski kryzys przypomina czasy PRL. Z tą jednak różnicą, że wtedy pieniędzy było aż nadto, na półkach znaleźć można było tylko musztardę i ocet, a obecnie jesteśmy zarzucani tysiącami ofert, na które nas nie stać. Dziś jednak, podobnie jak za komuny, wchodząc do masarni niejeden Polak czuje się jak boss, mogąc pozwolić sobie na dwa kilo schabu bez kości. A jeśli chcemy kupić więcej, zwykle wybieramy się do dyskontów i hipermarketów, gdzie mamy do wyboru takie rzeczy jak ser seropodobny, czekolada czekoladopodobna albo masło, które zawiera więcej wody niż tłuszczu. Ceny mówią same za siebie, ale w trudnych czasach nie zawsze liczy się jakość. Podobnie dramatycznie wygląda wybór kosmetyków, odzieży i dodatków. Królują towary z Chin, tanie i nietrwałe, a jednak cieszące się ogromnym zainteresowaniem. Pod wpływem kryzysu wielu Polaków zmienia powoli swój stosunek do tanich dóbr. Nie stać mnie na tanie buty – mówi Wiesia z Olsztyna, podkreślając, że kiedy stawiała na cenę, a nie na jakość, co roku musiała inwestować w nowe obuwie. Kryzys naszego portfela zaczyna się wtedy, gdy przestajemy myśleć racjonalnie i ulegamy presji chwili. Rosną opłaty, a podwyżek płac nie widać, ale nie oznacza to, że nastąpił koniec świata i nie ma już żadnych perspektyw.
Nie dajmy się zwariować, bo media niepotrzebnie nakręcają i tak już dość sfrustrowane społeczeństwo. Co nas nie zabije, to na pewno wzmocni.

Podoba Ci się artykuł?
Zapisz się do naszego Newslettera a będziesz zawsze na bieżąco z nowościami naszego portalu.
Zapraszamy!

|