|

Pamiętam, jakim dramatem był jeden z sylwestrów, który musieliśmy z mężem spędzić w domu. Dziecko chore, rodzice i teściowie na wyjeździe. Opiekunka? Nie ma mowy. Zresztą, kosztowałaby nas pewnie prawie tyle samo, co impreza sylwestrowa.
Gdybyśmy wiedzieli, że nam dziecko nagle zachoruje i że czeka nas zabawa w domu, pewnie byśmy zaprosili kilkoro znajomych. A tak, za pięć dwunasta prawie...?
Oj, nie uśmiechał mi się wtedy wieczór przed telewizorem. Co zrobić z sylwestrową kreacją? Przecież do kapci jej nie założę. Czy warto w ogóle zakładać cokolwiek innego poza codziennym, niekrępującym ruchy domowym strojem?
Warto. Jeśli nie chce się w pojedynkę przespać ostatniej nocy w roku, naturalnie. Wtedy warto postarać się o odrobinę niecodzienności, nawet jeśli towarzyszą nam w niej codzienni domownicy. Ubrać sukienkę, męża namówić, żeby zrzucił dres i zaaplikować rodzinie bardziej wyszukane dania. I napoje. Ubrać śmieszne czapeczki na głowę, wyłączyć telewizor, włączyć odtwarzacz CD. Puścić w ruch confetti, wznieść o północy toast, pocałować się na szczęście i na zdrowie. Przecież, nawet jeśli mamy chore dziecko w domu, wcale nie musimy się w tym dniu umartwiać. Dobry humor jeszcze nikomu nie zaszkodził, a wspólne spędzenie ostatniego wieczoru w roku, choćby i w domowym zaciszu, łączy i daje miłe wspomnienia na kolejne, już całkiem nieświąteczne dni.

Podoba Ci się artykuł?
Zapisz się do naszego Newslettera a będziesz zawsze na bieżąco z nowościami naszego portalu.
Zapraszamy!

www.magdawieteska.manifo.com
|