|
Kupowanie ciuchów to koszmar!
|
|
|
Zbliża się ślub siostry lub komunia chrześniaka i trzeba jakoś wyglądać. Nie wypada przecież pojawić się w dresach czy rozciągniętym swetrze. Poza tym lubię ładnie i elegancko się ubrać. Oczywiście odpowiednio do okazji. Problem jednak w tym, że nie znoszę zakupów, a konkretnie – kupowania ciuchów. Na samą myśl o buszowaniu po sklepach i przymierzaniu tych wszystkich kiecek, kostiumów, bluzeczek i sukienek, dostaję wysypki. Kupowanie to nie dla mnie, a wszystko przez za małe ciuchy.
|
Kobieta nie znosi zakupów?
Dziwne. Prawda? Przecież prawdziwa kobieta powinna biegać z radością od sklepu do sklepu, oglądać, przymierzać i kupować, kupować, kupować. Podobno kupowanie ciuchów to przyjemność. Poza tym to sposób na chandrę, nudę, relaks, odstresowanie się, poprawę humoru i sama nie wiem, co jeszcze. Dla mnie jednak to kara, przymus, obowiązek i konieczność. Koszmar, męka i udręka. Ostateczność. Bieganie po sklepach mnie denerwuje. Wchodzę do pierwszego butiku i zaraz jestem zmęczona, zła i nabuzowana.
Wcale nie chodzi o to, że nie stać mnie na to, co chciałabym kupić, bo na wymarzoną kieckę można odkładać i w końcu ją mieć. Lubię się też fajnie ubrać. Kocham modę. Chcę być elegancka i zadbana. Chcę zwracać uwagę. Nie mam jednak po co wchodzić do sklepu, bo i tak wiem, że nic tam dla mnie nie ma. Większość rzeczy jest dla mnie po prostu za mała!
Umiłowanie rozmiaru 36 i 38
Mój rozmiar to 42, w porywach 44. Nie uważam jednak wcale, żebym była gruba, puszysta czy szczupła inaczej, jak to nazywają niektórzy. Nie jestem żadną Pusią. Jestem w sam raz. Nic mi nie wisi. Nie mam żadnych fałd i, co się z tym też wiąże, kompleksów. Chciałabym modnie się ubierać, ale nie mogę, bo co lepsze ciuchy kończą się na rozmiarze góra 40, a najczęściej 38 i 36.
Szukam sukienki na bal karnawałowy. Dawno nic nie kupowałam, więc muszę sprawić sobie jakąś kieckę. Zaczynam biegać po sklepach w poszukiwaniu czegoś odpowiedniego. Wchodzę do jednego z butików w moim mieście. Na wieszakach piękne suknie, fajne kostiumy, jest w czym wybierać. Czego jednak nie dotknę, zaraz odwieszam. Na metce jak zwykle rozmiar 38. Jest też 36 i 40, ale innych rozmiarów już nie ma, bo takich nie szyją. Idę dalej. W kolejnym sklepie uśmiechnięta pani próbuje mi wmówić, że zmieszczę się w 40, ale gdzie tam. Tyłka wcisnąć nie mogę. Tu mnie ciśnie, tam mnie pije, tu uwiera. Biegnę dalej. Sklep dla pań w rozmiarze XL i XXL. Może coś dla mnie? Tutaj chyba nie mają rozmiarów 38 i 36? Rzeczywiście nie mają, ale za to na wieszakach sukienki w stylu „worek”. Szerokie, w kwiaty, lub jakieś zygzaki. Nic modnego. Wszystko dla babek minimum po 60-tce. Co nie założę na siebie, to wyglądam gorzej niż moja babcia. Smutno, szaro, ponuro. Te ubrania postarzają przynajmniej o 10 lat i w ogóle nie podkreślają sylwetki. Okropność. Wracam więc do domu. Zła, wściekła, zmęczona i rozdrażniona. Najchętniej pozabijałabym tych, którzy szyją ubrania głównie w rozmiarze 38. Czy to jakaś zmowa? Obsesja, a może uwielbienie dla numeru 38?
My też chcemy fajnie wyglądać
My, czyli dziewczyny, które nie noszą rozmiaru 36 i 38, a nawet 40. Niestety ubrań dla nas jak na lekarstwo. Trzeba naprawdę mieszkać w dużym mieście, żeby coś fajnego upolować. Drugie rozwiązanie to dobra krawcowa, ale szycie się teraz nie opłaca. Ciuchy szyte na miarę kosztują zbyt dużo. Jest jeszcze Internet. Na aukcjach, w wirtualnych sklepach, można czasem wybrać coś dla siebie. Kupowanie w sieci wymaga jednak odwagi i tzw. oka. To sztuka kupić coś nie przymierzając tego wcale.
Jak tu więc kochać zakupy i z przyjemnością wchodzić do sklepów, skoro z góry wiadomo, że dla nas nic nie ma. To, na co mamy chęć, jest za małe, a to w co się mieścimy, postarza nas i jeszcze bardziej pogrubia. Takie sytuacje sprawiają, że nie chce się biegać od butiku do butiku, nie chce się przymierzać, nic się nie chce. Wkurza mnie to uwielbienie dla szczupłych, a nawet bardzo szczupłych kobiet. Projektanci ubrań, producenci, zapominają chyba, że świat nie obraca się tylko wokół rozmiaru 38.
A co z nami? W czym mamy chodzić? W dresach, rozciągniętych swetrach, czy w sukienkach szytych dla naszych ciotek i babek? Znalezienie czegoś odpowiedniego, modnego, eleganckiego i naprawdę fajnego, dla osoby takiej jak ja, graniczy z cudem. Muszę się naprawdę nieźle napocić, nabiegać i przesiedzieć kilkanaście godzin przed komputerem, żeby coś kupić.
Dlatego też nienawidzę zakupów i takich dziewczyn jak ja jest więcej.
Dziewczyny w rozmiarach powyżej 40, łączmy się !! :-)
|
|
--- Zbuntowana 42 ---
|
|
|
Tagi: 42, chandra, ciuchy, emocje, koszmar, kupowanie, niechęć, rozmiar 42, stroje, XXL, zakupy, złe samopoczucie |
|
Podobne artykuły:
|
|
Gorszy dzień
Co robimy, gdy kończy się lato?
Seksowna w każdym rozmiarze
Szata zdobi człowieka
Ciemna strona macierzyństwa
Poród jesienią lub zimą
Fenomen lumpeksów
Secondhandy – konieczność czy wybór?
GWIAZDKOWY PORADNIK
Czarne ślubne sandałki, czyli Praski Ślepy Zaułek
|
|