|
Abecadło emocji
|
|
|
Katarzyna Sarnowska – kobieta spełniona
|
|
|
Katarzyna Sarnowska ma 45 lat. Mieszka we Włocławku i śmiało można powiedzieć, że to kolejna niezwykła Matka Polka. Pisze wiersze i książki, pracuje ze studentami, jest tłumaczem, a przede wszystkim mamą trójki dzieci. Na wszystko znajduje czas. Żyje pełnią życia i ciągle realizuje swoje marzenia.
|
M.Z. Masz 45 lat. Przede wszystkim jesteś matką dwójki dorastających dzieci. Poza tym pracujesz na uczelni, masz własne biuro tłumaczeń, a na dodatek piszesz książki. Można powiedzieć chyba, że jesteś kobietą spełnioną?
K.S. Czuję się kobietą spełnioną. Syn powoli kończy studia. Córka w tym roku zdaje maturę i niebawem „wyfrunie” w daleki świat. Najmłodszy syn chodzi do drugiej klasy szkoły podstawowej. Wiele ważnych rzeczy udało mi się zrealizować w tym roku i mam wrażenie, że w moim życiu nastąpił przełom. Literatura, książki i pisanie zawsze zajmowały w moim życiu, poza rodziną oczywiście, bardzo ważne miejsce. Dotychczas, mimo iż publikowałam własne utwory i tłumaczenia, niewiele osób wiedziało o mojej pasji. W maju tego roku, po wielu latach starań, udało mi się w końcu wydać moją pierwszą powieść – „Smak życia” i od tej pory moje własne życie nabrało innego wymiaru. Po pierwsze, wiele osób przeczytało książkę (niektórzy twierdzą, że jednym tchem) i proszą o więcej.W związku z tym wcieliłam się w nową rolę - taką o jakiej zawsze marzyłam. Poza tym sama promuję książkę – wydawnictwo na razie mało się w to angażuje i dzięki temu zdobywam nowe doświadczenia. Ponadto w maju tego roku podpisałam umowę na tłumaczenie niezwykłej książki „Rozmowy z aniołami” Gitty Mallasz i wiem już, że na „Smaku życia” się nie skończy, że jest jakiś dalszy ciąg - praca do wykonania. Na uczelni mam niewiele godzin, ale dzięki tej pracy mam kontakt z koleżankami i ze studentami i zmusza mnie to do ciągłego rozwoju. W biurze natomiast mogę być panią własnego losu i zarabiać pieniądze. Wiele różnorodnych zajęć pochłania mnie bez reszty. Największą satysfakcję sprawia mi jednak to, że udaje mi się to wszystko połączyć, a przede wszystkim, że udało mi się w końcu zrealizować marzenie swojego życia - napisać i wydać powieść, która została dobrze przyjęta.
M.Z. Czy życie rzeczywiście zaczyna się po 40-stce?
K.S. W moim przypadku tak. Czuję się o wiele szczęśliwsza niż byłam w wieku lat dwudziestu. Myślę, że wtedy nie wiedziałam jeszcze kim jestem, czego pragnę najbardziej i o kogo mam się najbardziej troszczyć. Teraz – dzięki tej wiedzy, którą posiadłam - spełniłam swoje marzenia i realizuję następne projekty. Mam wspaniałą rodzinę - męża i dzieci, którzy bardzo mnie wspierają. Staram się żyć według wskazówek „Dezyderaty” - doceniam spokój jaki można znaleźć w ciszy, unikam osób głośnych i napastliwych i staram się nie porównywać z innymi. Rozwijam swoje zainteresowania – uprawiam jogę, podróżuję, czytam, piszę, tłumaczę. Czuję się wolna i niezależna. Wiem, że to ja decyduję o własnym losie. Dziękuję za każdy dzień, który dostaję w prezencie i za każde doświadczenie dobre i złe, bo każde z nich wnosi w moje życie coś nowego i niepowtarzalnego. Teraz np. od dłuższego czasu jestem chora. Choroba ta musi sama minąć – lekarstwa nie są zbyt skuteczne. To trudne doświadczenie nauczyło mnie pokory, tego, że nie wszystko w życiu da się przewidzieć, zaplanować, kontrolować, że niektóre rzeczy muszą mieć swój własny bieg. Jednocześnie dostałam w prezencie dużo czasu na czytanie, pisanie, wyciszenie i odpoczynek
M.Z. Zajmujesz się wieloma sprawami. Przede wszystkim jednak pochłania Cię pisanie. Twoja przygoda z książką zaczęła się jednak od tłumaczeń.
K.S. Studiowałam anglistykę. W czasach moich studiów jedyną dostępną specjalizacją była specjalizacja nauczycielska. Ja jednak uparcie twierdziłam, że będę tłumaczem. Po studiach zabrałam się za tłumaczenie ksiązki Isherwood’a, na podstawie której powstał scenariusz do filmu „Kabaret” i udałam się z tym do wydawnictwa w Warszawie. Pani redaktor uznała, że wydanie książki wiąże się ze zbyt dużym ryzykiem. Następnie przyniosłam próbkę prozy noblistki – „Sulę” Toni Morrison. W tym przypadku zaważyła kwestia praw autorskich. W końcu pani redaktor widząc moją determinację zaproponowała mi tłumaczenie książki „ Coriander” Barbary Victor. Przetłumaczyłam ją i książka ukazała się w 1997 roku. Następnej propozycji, które zaproponowało mi wydawnictwo, już niestety nie mogłam znieść i zrezygnowałam ze współpracy.
M.Z. Zaczęłaś od tłumaczenia, a potem przyszedł czas na pisanie poezji. Poezja to trudna forma dotarcia do czytelnika. Ciągle bowiem słyszymy: Poezja? Kto w dzisiejszych czasach czyta poezję?
K.S. Wiersze stanowiły pewien etap w moim życiu. Miałam wtedy okres oswajania się ze śmiercią. Wiele z nich dotyczyło właśnie tematu przemijania, problemów egzystencjalnych. Według mnie poeta zauważa w tym co inni widzą coś nowego i niepowtarzalnego i przekuwa to w wiersz. Uważam więc, że poetą się bywa. Nie liczyłam na duże grono czytelników, bo zdaję sobie sprawę, że to forma bardzo elitarna. Nie zabiegałam też o nich, bo wiersze są „ekshibicjonistyczne”, a poeta otwiera swoje wnętrze przed całym światem. Przez długi czas wahałam się, która forma jest mi bliższa poezja czy proza. Kiedy otrzymałam nagrodę w konkursie prozatorskim, uznałam to za odpowiedź. Później stwierdziłam też, że proza daje mi więcej możliwości wyrażania siebie. Ponadto na co dzień czytuję głównie powieści, więc ta forma jest mi bliższa.
M.Z. Pokuszę się o stwierdzenie, że jesteś pisarką wszechstronnie utalentowaną. Tłumaczysz, piszesz wiersze, napisałaś również książkę dla dzieci. Czy była to książka przede wszystkim dla Twoich pociech, czy może takie było po prostu zapotrzebowanie?
K.S. Książka „Przygody Kamili” powstała najpierw w formie ustnej – opowiedziałam ją pewnego dnia synowi. Narodziła się więc w sposób naturalny i była prezentem dla mojego dziecka. Z drugiej strony, to ja otrzymałam prezent od niego, bo gdyby nie on, ta bajka by nie powstała. Później zapisałam i rozbudowałam tę historię. Kiedy doszło do wydania, syn był już trochę za duży, by ją czytać, ale trafiła w ręce córki, która jest o siedem lat młodsza. Dzieci czytały ją z przyjemnością, a ja miałam ogromną przyjemność pisząc ją. Bohaterką książki jest pięcioletnia dziewczynka – Kamila. Pewnego dnia smok Gburek porywa jej ulubioną zabawkę. Kamila wyrusza w daleką i niebezpieczną podróż, aby odzyskać swoją przytulankę. Po drodze trafia do Zaczarowanego Lasu, poznaje skrzata Bożydara, który wyczarowuje spełnione życzenia, Gęś Małgorzatę. Podczas tej wyprawy przeżywa wiele ciekawych i zabawnych przygód.
M.Z. Po książce dla dzieci przyszedł czas na prozę kobiecą.
K.S. Cóż, zawsze chciałam napisać powieść. Problem polegał na tym skąd wziąć temat, ale pewnego dnia temat przyszedł sam. Czytam dużo różnorodnych powieści. Są wśród nich ambitne dzieła i te mniej wyszukane, ale takie które dodają mi sił, czy wiary w siebie. Takie, w których bohater czy bohaterka doświadczają jakiegoś niepowodzenia i to staje się impulsem do przemiany ich życia. Na podstawie wielu z nich powstały scenariusze wspaniałych filmów jak np. „ Czekolada”, „Pod słońcem Toskanii’ „Nigdy w życiu”, „Kroniki portowe”, czy ostatnio „Jedz, módl się i kochaj”. Akcja wielu z nich rozgrywa się w pięknych i egzotycznych miejscach – Francja, Włochy, Indie czy choćby Warszawa. Stwierdziłam jednak, że taka historia równie dobrze mogłaby się zdarzyć w średnim mieście, które bardzo przypomina Włocławek i zabrałam się do pracy. Mój synek miał wtedy półtora roku. Książka dojrzewała wraz z nim. Po roku, jak mi się zdawało, była gotowa. Wysyłałam maszynopis do kilku wydawnictw i dostałam bardzo obiecującą odpowiedź z Dolnośląskiego oraz pozytywną recenzję z wydawnictwa Otwarte. Według pani recenzent książka była dobrze napisana, ale wymagała rozbudowy o nowe wątki. Wydawało mi się, że ja już więcej nic nie mogę dopisać. Jednak po jakimś czasie, pogodziłam się z opinią z zewnątrz, zabrałam się do pracy i ostateczna wersja książki jest dwa razy dłuższa. Książka początkowo miała tytuł „Apetyt na życie”. Kiedy podpisałam umowę z wydawnictwem na antenie telewizji pojawił się serial pod tym właśnie tytułem i w związku z tym moje czwarte dziecko ostatecznie nosi imię – „Smak życia”. Wiele osób chwali książkę za język. Niektórzy twierdzą, że wciąga i nie można się od niej oderwać. Inni, że jest bardzo śmieszna. Najpiękniejszą recenzję otrzymałam jednak wtedy, gdy dowiedziałam się, że ciężko chora kobieta, po chemioterapii, po przeczytaniu mojej książki nabrała chęci powrotu do normalnego życia.
Książkę adresuję przede wszystkim do kobiet. Bohaterką książki jest czterdziestoletnia Kalina, która pod wpływem okoliczności życiowych postanawia odmienić swoje życie i zrealizować marzenie. Na jej drodze pojawia się wiele przeszkód. Te zewnętrzne są trudne do pokonania, jednak te najtrudniejsze, jak się okazuje, tkwią w niej samej. Myślę, że wiele kobiet ma podobne problemy jak bohaterka, więc mogą się z nią identyfikować i spojrzeć z dystansem na własne życie.
M.Z. Ostatnio ponownie wróciłaś do tłumaczenia.
K.S. Po doświadczeniach z wydawnictwem w Warszawie postanowiłam zostać panią własnego losu i samodzielnie wydać i przetłumaczyć książkę. Najpierw była to ksiązka „ Jak daleko do Betlejem?” Nory Lofts. Książka ta przypomina trochę powieści Coehlo. Jest to metaforyczna opowieść o tym, że warto wierzyć i realizować swoje marzenia. Mimo iż całe przedsięwzięcie nie zakończyło się sukcesem komercyjnym – „poległam” na promocji i reklamie - to otrzymałam coś bezcennego- doświadczenie, które mogę teraz wykorzystać przy tłumaczeniu następnej pozycji.
W zeszłym roku przeczytałam wywiad z Juliette Binoche. Wspomniała w nim o swej ulubionej książce „Rozmowy z aniołami”. Tematyka książki wydawała mi się bardzo bliska i postanowiłam ją przeczytać. Okazało się jednak, że nie ma polskiego przekładu. Przeczytałam książkę w oryginale i stwierdziłam, że w Polsce może być więcej osób, które chciałyby poznać tę książkę. Zaczęłam więc starania, by zdobyć prawa do tłumaczenia. Okazało się, że ma je szwajcarskie wydawnictwo Daimon Verlag. Zaczęliśmy korespondencję - przez pół roku wysyłałam im próbki tłumaczenia i własne utwory, bo jako wydawnictwo nie mogę poszczycić się dużym dorobkiem. Wszystko było na dobrej drodze. W październiku zeszłego roku dostałam wzór umowy, a później korespondencja się urwała. W tym czasie byłam zajęta wydaniem własnej książki i stwierdziłam, że z tłumaczenia już nic nie wyjdzie. Jednak w maju tego roku otrzymałam email z wydawnictwa. Pytali dlaczego się nie odzywam, bo chcą ze mną podpisać umowę ( okazało się, że nie dotarł do mnie email z listopada). Byłam już w zupełnie innym miejscu swojego życia, ale mimo to podjęłam szybką decyzję i zdecydowałam się na tłumaczenie. Zdecydowałam się z różnych względów. Egoistycznych, bo mogę obcować z niezwykłą książką, a na końcu przekazać ją polskiemu czytelnikowi, ale też z tych bardziej wzniosłych – uważam, że książka jest rodzajem testamentu dla ludzi, którzy uczestniczyli w tych wydarzeniach i chcę dać świadectwo o ich heroizmie( książka jest dokumentem). Teraz cieszę się że podjęłam taką decyzję i codziennie pracuję nad książka – na przetłumaczenie mam półtora roku.
M.Z. Masz dużo pracy, jak znajdujesz czas na to wszystko? Rodzina, dom, tłumaczenia, pisanie, wydawanie książek…..Jak na jedną osobę aż za dużo….
K.S. W tym roku przybyło mi bardzo dużo zajęć i nie jest łatwe pogodzenie ich wszystkich. Zwłaszcza, że dzieci są też w przełomowych momentach życia i w miarę możliwości staram się im pomagać. Teraz jest jednak nieco łatwiej niż w wakacje, kiedy to najmłodsze dziecko było w domu. Wtedy starałam się dzielić czas między pisanie, tłumaczenie i wychowanie. Były to trudne wybory, bo chwile z dzieckiem są piękne i niepowtarzalne. Teraz kiedy synek jest w szkole, a potem na świetlicy, pod czułą opieką pań nauczycielek, mogę bez wyrzutów sumienia skupić się na pisaniu i tłumaczeniu. Na szczęście na uczelni mam niewiele godzin. Tłumaczenia w biurze są kwestią wyboru. Wspiera mnie też mąż - nie boi się „wyzwań kuchennych” i chętnie zajmuje się synem. Pomaga mi też joga. Na jodze mogę się wyciszyć, skupić na „tu i teraz”. Poza tym joga ratuje mój kręgosłup, uczy dyscypliny wewnętrznej, dodaje energii i chęci do życia. Czasami mam rzeczywiście dość, ale kiedy wydaje mi się, że mam już zbyt dużo zajęć i nie podołam, myślę o tym, że rok temu o tym marzyłam i że naprawdę mam za co dziękować. Najśmieszniejsze jest jednak to, że osoby, które nie znają mnie dobrze uważają, że nic nie robię, bo tylko raz w tygodniu chodzę do pracy od ósmej do trzeciej
M.Z. Czy pisanie ma jeszcze sens...przecież coraz mniej ludzi czyta książki…..?
K.S. Cóż ja zaraziłam się pasją czytania w domu rodzinnym. Książki stanowiły bardzo ważny element naszego życia. Moja mama czytała bardzo dużo. Jej ulubionym pisarzem był Isaac Beshevis Singer, którego ja teraz, dopiero po jej śmierci, odkryłam. Tata czytał książki historyczne. Myślę, że ta miłość do książek, i sam księgozbiór, który mi zostawili, to najpiękniejszy spadek po nich. Znam wiele osób, które tak jak ja są uzależnione od czytania i dla nich na pewno warto pisać. Poza tym, pisze się chyba też dla siebie samej, aby zatrzymać chwilę, „zakląć” to co przemijające w bursztynie słowa, podzielić się swymi przemyśleniami, znaleźć bliskość z drugim człowiekiem. Oczywiście nasz świat się zmienia i jest coraz więcej innych środków przekazu, jednak ja wierzę, że warto czytać i warto pisać.
M.Z. Co chciałabyś jeszcze zrealizować w swoim życiu? Jakie masz marzenia? Jakie stawiasz sobie cele?
K.S. Moim celem jest wychować dzieci na mądre, odpowiedzialne i szczęśliwe osoby. Poza tym marzę, aby nastąpił dodruk książki „Smak życia”. Ksiązka ukazała się w małym nakładzie. Jeśli się sprzeda, będą następne egzemplarze. Wierzę, że jest to możliwe, ale wymaga to ode mnie dużego nakładu pracy, bo wydawnictwo nie bierze udziału w promocji. Mam nadzieję, że to się wkrótce zmieni i odbędzie się, zagwarantowane w umowie, spotkanie autorskie w Warszawie. Chciałabym też dokończyć drugą powieść, nad którą pracuję już od dawna. Jest to romans, który rozgrywa się we Włocławku, w dwudziestoleciu międzywojennym. Chciałabym nadać książce przedwojenny klimat. Praca nad tą powieścią jest trudniejsza, bo opisuję świat, którego już nie ma. Oglądam pocztówki, korzystam ze źródeł, odwiedzam muzea, bo jednym z bohaterów tej książki ma być również moje rodzinne miasto, które jest trochę „ niedopieszczone” . Poza tym chciałabym stworzyć piękny przekład „Rozmów z aniołami” i zaprezentować tę książkę na antenie radiowej Trójki. Już dość dawno temu napisałam kolejną książkę dla dzieci. Byłabym szczęśliwa gdyby udało się ją wydać. Marzy mi się też wyprawa do Indii. Na razie brakuje mi pomysłu jak to zrealizować. Nie chodzi mi o wyjazd z biurem podróży, a na samodzielną wyprawę w tamte strony nie mam jeszcze odwagi.
M.Z. Pokuszę się o stwierdzenie, że mogłabyś być wzorem do naśladowania dla wielu kobiet po 40tce. W takim wieku trudno już jest się przebić, coś zdziałać, zdobyć się na odwagę, na jakąś zmianę….
K.S. Bardzo bym chciała być takim wzorem. Moja książka „Smak życia” niesie właśnie z sobą to przesłanie. Dla mnie wzorem do naśladowania jest Annie Proulx, która napisała swoją pierwszą powieść w wieku 56 lat. Następna –„ Kroniki portowe”, stała się już bestsellerem. Później przyszła „ Tajemnica Brokeback Mountain”. Kiedy odczuwałam ogromną frustrację, waliłam głową w mur, nie mogąc znaleźć wydawcy mojej książki, myślałam właśnie o niej i o tym, że nigdy nie jest za późno na zmianę.
Uważam, że jeśli czegoś naprawdę się pragnie, można to osiągnąć w każdym wieku. Podstawowy warunek to praca, wytrwałość i wiara, że jest to możliwe. Nawet jeśli chodzi o wyczyny sportowe. Ja w tym roku w ramach ćwiczeń jogi po raz pierwszy w życiu zrobiłam mostek. Miało to dla mnie symboliczne znaczenie. Pomyślałam, że skoro to mi się udało – przez wiele lat uważałam, że to niemożliwe - to wszystko może się udać.
W tym roku odwiedziłam też po raz pierwszy Barcelonę. Od wielu lat o tym marzyłam. Może wydawać się dziwne, że tak trudno zrealizować tak proste marzenie. Ja przez wiele lat czekałam chyba, że ktoś zrobi to za mnie. W tym roku podjęłam decyzję o kupnie biletu, rezerwacji hotelu i dzięki temu zobaczyłam Barcelonę w taki sposób jaki mi odpowiadał.
Myślę więc, że nasze możliwości są nieograniczone. Natomiast sami ( a częściej same) się ograniczamy i im wcześniej się tych naszych wewnętrznych ograniczeń pozbędziemy, tym wcześniej będziemy modelować nasze życie według naszych wzorów, a nie wzorów osób, które są dookoła nas. Mamy tylko jedno życie i warto je przeżyć po swojemu, a nie według „patentów” innych ludzi.
Na swojej drodze spotykam wiele kobiet w moim wieku i starszych, które się ciągle rozwijają, ćwiczą jogę, podróżują, uczestniczą w kursach dla nauczycieli. Pamiętam, że o Annie Proulx, jako moim wzorze, wspomniałam właśnie po raz pierwszy na kursie dla nauczycieli w Canterbury, osiem lat temu, kiedy to czytałam „ Kroniki portowe” i nie zaczęłam jeszcze pisać swojej powieści. Byłam wtedy w gronie Skandynawek – Norweżki, która miała wtedy ponad pięćdziesiąt lat i Dunki Kirsten, po czterdziestce. Kirsten powiedziała mi wtedy, że ona zawsze jest jak bohaterka powieści Muriel Spark – „w kwiecie wieku”. Napisała później do mnie, że właśnie rozpoczęła naukę gry w brydża.
Myślę więc, że nigdy nie jest za późno na zmianę, na rozwój, na naukę, na rozpoczęcie nowego, lepszego, satysfakcjonującego życia.
Zapraszam na moją stronę : www.katarzynasarnowska.pl
|
|
--- Magdalena Zając ---
|
|
|
Tagi: Katarzyna, książka, książki, pisarka, pisarz, poezja, przygody Kamili, Sarnowska, smak życia, tłumaczenia, wywiad |
|
Podobne artykuły:
|
|
Pisarka , Matka Polka, kobieta wszechstronna
Nasza domowa, kulawa idylla - wywiad
Jedna książka rocznie
Porażenie mózgowe nie musi być wyrokiem
Umrzeć z miłości
Taniec - moja pasja
Doula- opiekunka ciężarnej kobiety
Dziecięcy świat
Szydełkowe cudeńka
Śmierć o smaku pomarańczy
|
|
|
|
|
|
|
|
|
k.Szymańska 09-11-10 10:15
|
| Pani Katarzynie i czytelnikom chce przekazać przesłanie wielkiego terapeuty Miltona Ericksona - "Najpiękniejsze dni są jeszcze przed tobą". ... |
|
czytaj komentarz >>
|
|
|
|
|
Viola Hale 10-11-10 12:58
|
| Kasiu, niezwykle dojrzale mówisz o życiu jak na kobietę zaledwie " w kwiecie wieku", ale, jak sama wiem, życie można przeżyć żyjąc obok, alb... |
|
czytaj komentarz >>
|
|
|
|
|
ela a 10-11-10 11:16
|
| Książka wspaniale napisana!!! Czytalam jednym tchem!!! Polecam!!!Proszę o jeszcze!!! |
|
czytaj komentarz >>
|
|
|
|
|
SYLWIA Z. 10-11-10 11:19
|
| Czytałam "Smak życia" poleciła mi ją koleżanka, nie żałuję, świetna książka. |
|
czytaj komentarz >>
|
|
|
|
|
Dorota R 10-11-10 11:26
|
| Jestem młodą osobą a wiele się z tej książki nauczyłam. Prowadzę podobny tryb życia - jestem również nauczycielem j.angielskiego. Skorzystałam zarówno... |
|
czytaj komentarz >>
|
|
|
|
|
Barbara P 10-11-10 11:36
|
| Mam również 3 dzieci-chłopców.jestem też nauczycielem.Obowiązków moc!!!Po przeczytaniu książki stwierdzam,że wiele nas łączy.Patrzę teraz na pewne spr... |
|
czytaj komentarz >>
|
|
|
|
|
Agnieszka S. 11-11-10 11:13
|
Kasiu,
Myślę, ze swoimi słowami dodałaś mnóstwo otuchy i wiary w siebie wielu kobietom "w kwiecie wieku", do których i ja się zaliczam. Ile... |
|
czytaj komentarz >>
|
|
|
|
|
Dorota S. 13-11-10 08:47
|
| Kasiu, cieszę się że dane mi było przeczytać trzy książki Twojego autorstwa oraz dodatkowo książkę Twojego tłumaczenia. Każda z nich wniosła w moje ży... |
|
czytaj komentarz >>
|
|
|
|
|
milena 19-11-10 10:38
|
| Warto przeczytać! |
|
czytaj komentarz >>
|
|
|
|
|
Przepowiednie na 2012 rok
Ciekawostki28-12-11
|
|
Według kalendarza Majów 21 grudnia 2012 roku będzie ostatnim dniem życia na Ziemi. Proroctwa Oriona głoszą natomiast, że właśnie tego dnia rozpocznie się era kataklizmów, która może doprowadzić ludzkość do zagłady. Nasz rodzimy jasnowidz, Krzysztof Jackowski, choć końca świata nie przewiduje, to jednak również nie ma dla nas dobrych wieści...
|
|
czytaj dalej >>
|
|
|
|
|
| Najczęściej komentowane artykuły |
|
|
|
|