|
Dziecko z HIV
|
|
|
Tolerancja w sensie najbardziej ogólnym oznacza postawę wykluczającą dyskryminację ludzi, których sposób postępowania oraz przynależność do danej grupy społecznej może podlegać dezaprobacie przez innych. Tolerancji wymagają pewne sytuacje życiowe, z reguły trudne. Jest to również swoisty test – ludzkich zachowań.
|

Za czy przeciw?
Niedawno oglądałam reportaż dotyczący konfliktu w przedszkolu. Chodziło o to, że jedno z dzieci było zarażone wirusem HIV. Jak to w życiu bywa, fakt ten ujrzał światło dzienne przez przypadek. Rodzice pozostałych dzieci byli zbulwersowani i żądali usunięcia z placówki chorego dziecka.
Nie uważam się za osobę o skrajnych poglądach, nie jestem zaściankowa ani specjalnie obłudna. Ale reportaż też i mnie skłonił do zastanowienia: co sama zrobiłabym na miejscu tych rodziców, jak bym postąpiła, gdyby to moje dziecko uczęszczało do tego przedszkola. Przyznam szczerze, że miałam twardy orzech do zgryzienia.
Izolować czy integrować?
Zarażone dziecko nie jest niczemu winne – to nie podlega dyskusji. Winni takiego stanu rzeczy są zawsze dorośli, którzy je zarazili. Czy taka mała istota nie ma prawa do funkcjonowania w miarę możliwości tak, jak inne dzieci? Na pewno ma prawo. Ale chyba nie kosztem innych, tych zdrowych.
Wiadomo już, że HIV-em nie zarazimy się poprzez podanie ręki, czy używanie tej samej szklanki. Ani poprzez kichnięcie czy pocałunek. Ale w przedszkolu dzieci biegają, skaczą i czasami się kaleczą. Pojawia się krew, poprzez którą na pewno może dojść do zakażenia. Czy przedszkolanka, mająca w grupie 25-cioro dzieci, jest w stanie zwracać szczególną uwagę na to jedno, by nie doszło do jakiegoś nieprzewidzianego zdarzenia? Nie sądzę. Tak więc sprawa zaczyna się komplikować.
Alternatywa – oddzielne przedszkola
Każde dziecko ma prawo do dzieciństwa i prawidłowego rozwoju. Nawet te chore, a może właśnie dlatego, że są chore to bardziej. Skala tego zjawiska w Polsce niestety przybiera na sile, coraz więcej dzieci rodzi się z „wyrokami”. Z HIV można żyć, trzeba tylko wiedzieć jak, przestrzegać odpowiedniego trybu życia i stosować się do zaleceń lekarza. Może więc - biorąc pod uwagę statystyki – nasze Państwo powinno pomyśleć o przedszkolach dla takich dzieci. Już słyszę głosy oburzenia, że niby to getto, że ludzie nietolerancyjni, itp. Wcale nie to miałam na myśli. Chodzi mi raczej o znalezienie kompromisowego rozwiązania – dobrego dla ogółu.
W zaciszu własnego mieszkania, w wygodnym fotelu przed telewizorem łatwo jest doradzać, komentować, pouczać. Łatwo jest się oburzać. Trudniej podjąć decyzję, gdy sprawa dotyczy bezpośrednio nas samych lub naszych najbliższych.
Osobiście byłabym w tłumie tych rodziców, którzy żądają usunięcia chorego na HIV dziecka z przedszkola. Dlaczego? Bo kocham swoje dzieci i w taki sposób przejawia się u mnie troska o nie.
A jak Wy sądzicie, jakie byłoby najlepsze rozwiązanie tej dość trudnej i społecznie, i moralnie sytuacji?
Zdjęcie:www.sxc.hu/photo/1209885
|
|
--- Aleksandra Danielczyk ---
|
|
|
Tagi: choroba, dziecko, dziecko z HIV, emocje, HIV, moralność, troska, zarażone dziecko |
|
Podobne artykuły:
|
|
Adopcja – szansą na normalność
Turystyka aborcyjna
Kiedy mnie już nie będzie...
Albo praca, albo dziecko
Rewolucja, czyli dziecko
Jak uczyć dzieci samodzielności
Gdy czas płynie...
Więcej melisy?!
ADHD - problem, nie moda!
Jak kształtować inteligencję emocjonalną dziecka?
|