|
Diety przed i po świąteczne :-)
|
|
|
Okres przedświąteczny to ostateczny czas na rachunek sumienia dla tych, którzy chcą dobrze wyglądać przy świątecznym stole a później w pięknej sylwestrowej kreacji.
|
Spotykamy się z rodziną, ze znajomymi, których niejednokrotnie rzadko mamy okazję widzieć w ciągu roku. Chcemy zatem pokazać się z najlepszej strony. Nie ma bowiem nic bardziej satysfakcjonującego dla kobiety jak pochwała jej wyglądu. Tak więc, Drogie Panie, nie oszukujmy się, nastrój przedświąteczny jest dla nas szczególny nie tylko z powodu miłej rodzinnej atmosfery - atmosfera ta bowiem zależy w znacznej mierze od tego, jak my się czujemy same ze sobą.
Początek grudnia - świetny czas na zgubienie jeszcze paru kilogramów.
Wyszukujemy więc różne sposoby, by do świąt wyglądać super. Tak i w moim przypadku - dwutygodniowa dieta okupiona niemałym cierpieniem. Ale warto było - narzucony reżim przyniósł efekt w postaci 6kg mniej i poczucia przeogromnej siły do dalszej walki. Odwieszone w garderobie ulubione rzeczy przywrócone do łask i pełne radości spoglądanie w lustro. Święta miały być tylko 3 dniową przerwą w realizowaniu zbawczego planu….
I prawie się udało….
Gdyby nie sernik babci, makowiec mamy, ulubione pierogi i potrawy z ryb. No i lawina ruszyła! Całe 3 dni “bez wyrzeczeń” sprawiło, że został uruchomiony jakiś mechanizm, którego już nie można powstrzymać. A bo to jeszcze coś malutkiego na ząb, a może jakaś czekoladka - przecież taka mała. A po świętach 2 kolejne dni trzeba przecież zjeść, co zostało, bo się zmarnuje… no i mamy sylwestra!!!
Kupiona wcześniej sukienka, jako wyraz triumfu nad własną słabością, nieco ciasna, ale co tam - jeszcze da się trochę wciągnąć brzuch - trzeba się tylko pilnować. Przecież nie jest źle! Tylko po drugim drinku już mięśnie brzucha słabną i efekt murowany.
Nowy rok - nooo, trochę człowiek osłabiony - więc może trzeba coś przekąsić…
Wracając po świętach do pracy czułam, że już właściwie nic do stracenia nie ma. Tak więc idąc “drogą nałogu” zjadam tabliczkę czekolady na dzień dobry… o szóstej rano do kawy. A potem…
Spodnie za ciasne, czuję się osłabiona wcale nie z powodu świątecznego lenistwa. Organizm przeciążony nadmiarem “dobra” odmawia posłuszeństwa.
Ale zaraz…, od poniedziałku zaczynam dietę!!! Już nawet karnet na basen wykupiony! Jestem uratowana….
Byle do następnych świąt….
Wszystkiego DOBREGO, lecz lekko strawnego moje drogie Panie!!!
życzy
|
|
--- V ---
|
|
|
Tagi: , dieta, emocje, historia, poświąteczna, tycie, za ciasna |
|
Podobne artykuły:
|
|
Czy warto...?
Być macochą
Seks na zgodę?
On – doświadczony, a ona – dziwka
Toksyczne matki
Czarne ślubne sandałki, czyli Praski Ślepy Zaułek
Kiedy mnie już nie będzie...
Ciemna strona macierzyństwa
Wiosenna dieta regenerująca organizm...
Nie będę z tobą spał, jesteś za gruba
|