|

Święta u rodziców czy teściów? Jakbyś nie postąpiła, zawsze będzie źle. Pójdziesz do teściów, to się rodzice obrażą, pójdziesz do rodziców – teściowa wypominać ci będzie przez okrągły rok. Jasne, można się świętami podzielić, ale co z wigilią, która jest przecież tylko jedna?
Rozwiązanie – dzisiaj u rodziców, u teściów za rok tylko w teorii wydaje się być możliwe. Bo zaraz usłyszysz, że za rok to już nas może nie być, życie jest takie krótkie i nieprzewidywalne, oni schorowani i starzy, a święta to przecież taki szczególny czas, którego nie sposób spędzić bez rodzonego syna czy córki...
Była teściowa, przyszła teściowa, aktualni teściowie...
Kiedy byłam mężatką, powyższe historie wcale nie należały do rzadkości. Co bym/byśmy z mężem nie zrobili, i tak było źle. Doszło w końcu do dzielenia wigilii – wczesnym popołudniem do teściów, wieczorem do rodziców. I to również nie spotkało się z niczyją aprobatą – teściowa narzekała, że jeszcze na dworze jasno, a ona już musi siadać do świątecznej wieczerzy. Irytowała się też, gdy zerkałam nieśmiało na zegarek i po stokroć na zmianę przepraszając i dziękując, ponaglałam męża, aby oderwał się od pachnącego sernika, bo musimy jeszcze dojechać do moich rodziców i mieć w żołądku co nieco miejsca na spożycie świątecznych potraw przy drugim stole.
Znacznie później, gdy byłam już eks mężatką i aktualną narzeczoną, problem zdecydowanie się pogłębił. Bo przyszła teściowa nie mieszkała w tym samym mieście, co ja... Ba, była jeszcze teściowa była, a przecież aktualna babcia mojego syna.
I jak tu pogodzić dwie, a nawet trzy wigilie, gdy odległości w terenie wynoszą prawie dwieście kilometrów? A do tego trzeba jechać powoli, bo przecież zima, i ciemno i ślisko wszędzie?
Końcowy efekt był podobny jak za czasów małżeństwa. Przyszła teściowa narzekała, że wpadliśmy jak po ogień, z kolei przyszli teściowie narzeczonego, a moi rodzice, cierpliwie, choć zapewne ze smutkiem czekali na nas z opłatkiem w dłoni, gdy na dworze zapadła już regularna noc...
Zapraszamy do nas!
Po latach, jako osoba całkowicie wolna od wszelkich zobowiązań matrymonialnych, palnęłam się w czoło: skoro czasowo i odległościowo wigilii podzielić się nie da, a nawet jeśli w wielkim trudzie się da, to i tak wszyscy są niezadowoleni, trzeba wigilię urządzić w jednym miejscu – we własnym domu. Wtedy odpadają problemy z dojazdem, wszyscy są razem i przy jednym stole. Gorzej, gdy rodzice i teściowie nie darzą się zbytnią sympatią... Ale i w takim przypadku warto podjąć wysiłek zjednoczenia całej wielkiej rodziny choć na jeden dzień w roku. Tym samym może się też okazać, że na przyszłoroczną propozycję spędzenia świąt tylko z rodzicami lub tylko z teściami (za rok oczywiście rewanż) obie rodziny zareagują wreszcie pozytywnie. Pozytywnie dla nas, bo sami zapewne dalej będą kręcić nosem. Ale jak się nie ma, co się lubi...

Podoba Ci się artykuł?
Zapisz się do naszego Newslettera a będziesz zawsze na bieżąco z nowościami naszego portalu.
Zapraszamy!

www.magdawieteska.manifo.com
|