|

Upodobaliśmy sobie koniec roku pod względem dwóch czynności: podsumowania ostatnich dwunastu miesięcy oraz noworocznych postanowień. Drugie niejako wynikają z pierwszych i nie byłoby w tym nic złego, gdyby roczny bilans wyszedł nam na plus, a choćby na zero. Bo tylko nielicznych wspomnienie przykrych spraw mobilizuje do pozytywnego wysiłku. Im więcej kryzysów nas spotkało, tym gorsze nastawienie do tego, co przed nami. Pojawia się wtedy zniechęcenie, rozczarowanie i coraz mniejsza nadzieja, że z nowym rokiem będzie lepiej. Bo niby dlaczego ma być? Samo chcenie nie wystarczy.
Najlepszym chyba sposobem jest znalezienie w gąszczu złych wspomnień wspomnienia działań, które nam się udały. Bo przecież przez całych dwanaście miesięcy, czyli ponad 360 dni musiał zdarzyć się choć jeden dzień, który nie był przykry, smutny, traumatyczny. Warto go sobie przypomnieć, zanim skażemy cały miniony rok na porażkę.
A noworoczne postanowienia? To całkiem dobra rzecz, pod warunkiem, że nie będą zbyt zawyżone, a przez to mało realistyczne. Na przykład rzucając palenie, niekoniecznie róbmy to wraz z wybiciem pierwszej minuty nowego roku. Bo głupio nam będzie w kilka godzin później, gdy już minie świąteczna euforia, powrócić do nałogu. Znacznie lepiej się do takich działań przygotować, obmyślając plan, który pozwoli nam zrealizować postanowienie.
A zresztą kto powiedział, że musimy zmieniać swoje życie wraz z końcem starego roku? Na zmianę, pozytywną zmianę, dobry jest każdy czas. Szczególnie wtedy, gdy nie działamy pod presją żadnych dat.

Podoba Ci się artykuł?
Zapisz się do naszego Newslettera a będziesz zawsze na bieżąco z nowościami naszego portalu.
Zapraszamy!

www.magdawieteska.manifo.com
|